Maria powiedziała Hanie o Teofilu ale nie powiedziała jej tego co on widział. Następnego dnia pojechały razem do Leśnej Góry.
-Ok.
Przywiozłam cię tutaj ale do domu będziesz musiała wrócić taksówką. No
chyba, że chcesz siedzieć w hotelu cały dzień.-powiedziała Hana jak już
zajechały pod szpital.
-Przecież wiesz, że nie będę tam siedziała cały czas. Mam zamiar zrobić trochę zdjęć.
-Nie masz już dość zdjęć z Polski zrobione?
-Tylko z lotniska, z wycieczki i okolic gdzie mieszkasz, a z Leśnej Góry nie.
-No dobra. Wyskakuj.
Wysiadły z samochodu. Hana poszła do szpitala, a Maria do hotelu.
-Szalon.-przywitała się Maria z Wiki i Przemkiem, którzy byli akurat w hotelu.
-Szalon.-odpowiedzieli.
-Mogę tu u was dzisiaj zostać i porobić trochę zdjęć?-zapytała.
-Możesz ale tylko kilka godzin, bo na drugą musimy być w pracy.
-Zgoda.
Hana siedziała w swoim gabinecie gdy zadzwoniła jej komórka. Spojrzała na wyświetlacz. Pisało numer zastrzeżony wiec odebrała.
-Słucham.-powiedziała ale nikt się nie odzywał-Przepraszam. Kto mówi? Proszę się odezwać.
Nagle
ta osoba się rozłączyła. Hana odłożyła komórkę. Nie wiedziała co ma o
tym myśleć. Jednak po chwili ktoś zapukał do drzwi więc wróciła do
rzeczywistości i zaczęła przyjmować pacjentki.
W hotelu natomiast panowała dużo przyjemniejsza atmosfera niż w szpitalu.
-Na
ilu zdjęciach udało ci się uwiecznić nasz hotel?-zapytała Wiktoria
Marię gdy już siedzieli w kuchni i zajadali się zrobionymi przez Wiki
grzankami.
-Nie wiem. Nie liczyłam.-odpowiedziała Maria.
-A tak w ogóle to czemu fotografujesz nasz hotel?-zapytał Przemek.
-Żeby mieć pamiątkę z Polski.-odpowiedziała.
-Masz swój własny aparat?-zapytała Wiki.
-Tak. Zawsze uwielbiałam fotografować. To tak jak Blanka. Rodzice kupili ci aparat czy siostra?
-Dostałam go od pewnego fotografa kilka lat temu...-powiedziała i nagle urwała.
Wiki nie wiedziała dlaczego Maria nagle urwała i posmutniała. Tylko Przemek domyślał się o kogo chodzi.
-Coś się stało?-zapytała Wiki.
-Nie.-odpowiedziała Maria i szybko zmieniła tok rozmowy-Będę mogła wam też zrobić zdjęcia?
-Jeśli zdążysz to zjeść i pomożesz nam sprzątnąć to czemu nie.-odpowiedziała Wiki.
Szybko
się ze wszystkim uwinęli. Na koniec Maria zrobiła Wiki i Przemkowi
kilka fotografii, a następnie cała trójka poszła do szpitala.
Hana idąc korytarzem spotkała idącego Piotra.
-Cześć. A ty już skończyłeś pracę czy dopiero przyszłeś?-zapytała go.
-Na szczęście właśnie skończyłem. A ty?
-Ja jestem od rana. Miałam nadzieje na szybsze wyjście ale niestety okazuje się, że nic z tego.
-Ale bynajmniej się wyspałaś. Ja siedziałem w pracy od wczoraj wieczora. To teraz jadę do domu się wyspać.
-To miłego dnia.-powiedziała Hana i poszła.
Maria
porobiła trochę zdjęć ale nie chciała się zbytnio kręcić więc po
krótkim czasie poszła przed szpital. Na parkingu przed szpitalem
zobaczyła Gawryłę, który stał przy swoim samochodzie.
-Coś się stało?-zapytała podchodząc do niego.
-Nie twoja sprawa.-powiedział Piotr.
Wyglądał na wściekłego i spojrzał na nią tylko chwilę. Maria spojrzała na jego samochód i zauważyła przebitą oponę.
-Oh my goth. Kto to zrobił.
-Nie mam pojęcia.-wiedział, że nie uda mu się jej odpędzić.
-To nie pierwszy raz, prawda?
-Skąd wiesz?
-Gdyby to było pierwszy raz to nie byłbyś taki wściekły.-wyjaśniła.
-Wcześniej ciągle ktoś przebijał mi opony ale przez długi czas nic się nie działo, a teraz znowu.
-Może powinieneś wynająć detektywa.
-Detektywa? Po co?-zapytał zaskoczony.
-Jak to po co? Detektywa wynajmuje się po to, by znalazł ślady i złapał sprawcę.-mówiła z satysfakcją.
-Od tego jest policja.-powiedział zdziwiony dziwnym tokiem rozmowy.
-No to idź na policję.
-A ty nie powinnaś iść do domu? Gdzie są twoi rodzice?
-Hmm.-westchnęła-Właśnie miałam zamiar jechać do domu ale zobaczyłam ciebie więc postanowiłam sprawdzić co się stało.
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.-powiedział, a Maria tylko wzruszyła ramionami.
Stała jeszcze przez chwilę, a potem oddaliła się, zamówiła taksówkę i pojechała do domu.
Wieczorem Maria razem z Haną oglądały zdjęcia w laptopie.
-Już wcześniej przejrzałam te wszystkie zdjęcia więc te zbędne są wykasowane.-powiedziała Maria gdy zaczęły oglądać.
-Ale i tak jest ich sporo.-skomentowała Hana.
Obie
postanowiły wywołać niektóre zdjęcia. W kolejnym dniu Hana pojechała
jeszcze przed pracą zawieść płytkę ze zdjęciami, a po pracy je odebrała.
W czwartek Maria będąc na dworze spotkała Teofila.
-Cześć Maria. Chcę ci coś pokazać.-powiedział.
-Co takiego?-zapytała.
-Zobaczysz.-powiedział i wziął ją za rękę.
Kilka
metrów za domem Teofila znajdował się mur, a za nim niewielki plac.
Maria była zachwycona tym co zobaczyła chociaż w pierwszej chwili
myślała, że to jakieś pobojowisko.
-To jest forteca.-wyjaśnił Teofil.
-Wspaniałe.-powiedziała Maria uśmiechając się.
-Nie sądziłem, że ci się spodoba więc miałem na początku wątpliwości by ci to pokazać.
-No coś ty. Podoba mi się. Ty to wszystko zrobiłeś?-zapytała robiąc kilka kroków w kierunku drabinek.
-Tak.
Robiłem to wszystko ale z kilkoma kolegami. Obiecaliśmy kilku
dzieciakom, że zrobimy dla nich fajne miejsce do zabawy, by mieli gdzie
rozrabiać.
-Kawał dobrej roboty.-zaśmiała się Maria.
Teofil
chciał oprowadzić Marię po placu gdy nagle usłyszeli krzyki i wrzaski.
Szybko cofnęli się w stronę muru. W tej chwili podbiegło do nich kilku
chłopców nieco młodszych od nich i dwóch trochę starszych lub w wieku
Marii.
-Stać.-krzyknął prawdopodobnie starszy z chłopców.
-O co wam chodzi?-zapytał Teofil.
-Dziewczynom wstęp wzbroniony.-powiedział jeden z chłopców.
-Wczoraj mówiliście co innego jak was pytałem o pozwolenie.
-Mówiłeś, że to ty zbudowałeś.-wtrąciła Maria Teofilowi.
-Ty się nie wtrącaj.-powiedział jeden z młodszych.
-Była umowa, że zbuduję im fortecę ale teren będzie należał do nich.-wyjaśnił koleżance Teofil.
-To nie fer, że pewne rzeczy są tylko dla chłopców.-powiedziała Maria.
-Dobrze wam radzę, lepiej spadajcie.-odezwał się starszy.
-A jak nie to co?-sprzeciwiła się Maria.
-To będziecie mieć kłopoty.-powiedział groźnie.
-Maria. Lepiej chodźmy.-powiedział Teofil i złapał ją za rękę ale ona mu się wyrwała.
-Z dziewczynami się nie zadziera.-powiedziała Maria podnosząc głos.
-Ostrzegałem.-powiedział najstarszy chłopak, podszedł do niej i mocno ją popchnął.
Maria
uderzyła głową o mur i upadła na ziemię. Teofil podbiegł do niej. Na
szczęście szybko się ocknęła więc wziął ją za rękę i zaprowadził do
swojego domu. W domu Teofila nikogo nie było. Maria miała rozciętą
głowę. Z dużej rany na czole spływała jej po lewej stronie twarzy krew.
Rana wydawała się głęboka więc pojechali taksówką do szpitala.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz