środa, 28 maja 2014

Rozdział 17

Następne trzy dni nic się nie działo. Hana przepytała Marię z materiału. Pomogła też siostrze przygotować się do wyjazdu. W poniedziałek Maria poszła do hotelu rezydentów pożegnać się z Wiki, Przemkiem i Agatą. Wszyscy akurat siedzieli w salonie, gdy Maria przyszła, każdy miał dla niej mały upominek na pożegnanie. Hana nie mogła przyjść, ponieważ miała całodzienny dyżur.Wiktoria podarowała Marii śliczną fioletową apaszkę, Agata dała jej kryształowe kolczyki z naszyjnikiem i bransoletką, a Przemek kupił dla niej album do zdjęć.
-Bardzo dziękuję za tak wspaniałe prezenty.-powiedziała zachwycona Maria.
-Miło, że ci się spodobają.-powiedziała Agata.
-Mam nadzieję, że jeszcze nas odwiedzisz.-dodała Wiki.
-Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek tutaj przyjadę. Przyleciałam tu z pewnego jednego powodu. No i w ogóle to mama tu mnie przysłała. Bardzo was polubiłam. Z chęcią bym tu jeszcze przyleciała ale nikt nie wie jak się życie potoczy i co się wydarzy w przyszłości. W Tel Awiwie mam dom, szkołę, rodzinę, przyjaciół.-powiedziała spokojnie Maria.
-Sądzę, że nic z tych rzeczy nie stoi na przeszkodzie abyś przyjechała chociażby na wakacje.-mówiła Wiki, a Maria się uśmiechnęła.
Następnego ranka Hana zawiozła Marię na lotnisko. Przed odjazdem, kiedy Hana była już w samochodzie Maria cofnęła, zostawiła list na stole w kuchni, wróciła do auta i odjechały. Na miejscu Hana żegnała się z siostrą.
-Szkoda, że nie polecisz ze mną.-powiedziała Maria.
-Miriam. Chciałabym z tobą polecieć ale nie mogę.
-Dlaczego?-spojrzała na nią pytającym wzrokiem.
-Mam tu wiele spraw do załatwienia. Nie mogłabym tego wszystkiego zostawić tak na dłużej. W dodatku dopiero od niedawna pracuję na stałe więc nie chcę zarazie brać dłuższego urlopu.-wyjaśniła Hana chociaż miała też parę zmartwień o których nie chciała mówić.
-Ale przylecisz kiedyś?-zapytała z nadzieją.
-Oczywiście.-odpowiedziała uśmiechając się.
Hana mocno uściskała siostrę po czym się rozstały. Kiedy samolot, którym poleciała Maria już odleciał Hana pojechała do domu. Weszła do mieszkania, które wydawało jej się cicha i puste. Weszła do kuchni i wtedy zadzwonił telefon. Pisało brak numeru więc go zignorowała. Coraz bardziej się niepokoiła. Nagle zobaczyła leżącą na stole kopertę, wzięła ją i otworzyła. Było tam parę zdjęć i list. Treść listu była następująca.

Hana!
Teofil powiedział mi, że widział jak jakiś mężczyzna oblał atramentem okna, a ja mu uwierzyłam. Więc to raczej nie dzieciaki z osiedla, bo one i tak mają się gdzie bawić. Myślę, że powinnaś powiedzieć komuś o tych zalanych oknach i telefonach albo zmienić numer telefonu, a najlepiej nawet miejsce zamieszkania. Nie wiem czemu ale martwię się o ciebie. Uważaj na siebie.
Co do tych zdjęć to są one dla ciebie na pamiątkę. Mam nadzieję, że spotkamy się niedługo.
                                                        
                                                                I LOVE YOU
                                                                Twoja siostra Maria;>

Po przeczytaniu odłożyła list na stół. Zaczęła łączyć wszystkie wydarzenia, które zaszły od dnia w którym zmiażdżyła jądro mężowi pacjentki. Wpisy w internecie, brak zaufania pacjentek, nawrót choroby Leny, pytania o aborcję. Jednak wszystko ucichło, a Lena wyzdrowiała. Teraz po paru miesiącach spokoju, który okazał się jedynie ciszą przed burzą znowu zaczęły się dziać kolejne nietypowe wydarzenia. Atrament na oknach i głucha telefony. Chociaż prawdziwy horror miał się dopiero niedługo zacząć.
Dwa dni później Hana jak przyjechała do pracy zobaczyła stojącego na parkingu Piotra więc podeszła do niego.
-Hej. Co się stało?-zapytała.
-Myślałem, że będę mógł spokojnie pojechać zaraz po nocce do domu, a tu się okazało, że najpierw będę musiał zmienić koło, bo ktoś mi przedziurawił oponę.-wyjaśnił.
-Odwiozłabym cię ale niestety dopiero przyjechałam.-powiedziała.
-Sam sobie poradzę.-zapewnił-Wystarczy zmienić koło i będę mógł jechać.
-Od jak dawna masz przebite opony?-zainteresowała się.
-Parę miesięcy temu miałem codziennie. Teraz tylko raz w zeszłym tygodniu i dzisiaj.
-Dziwne.-rzekła zmartwiona.
-Coś się stało? Znowu ktoś cię upokarza?
-Nie. Już nieważne.-powiedziała cicho i odeszła.
Piotr patrzył cały czas za nią. Przez chwilę chciał za nią pójść ale jednak zrezygnował. Wymienił oponę i pojechał do domu. Hana zaczęła żałować, że nie pojechała jednak z Marią do Tel Awiwu. Postanowiła zadzwonić do niej w piątek i zapytać jak poszedł jej egzamin.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz