Zaczęło się robić szaro, Maria schowała zdjęcia z powrotem do torebki,
skierowała się na przystanek PKS i pojechała autobusem na lotnisko w
Warszawie. Odebrała pozostawiony bagaż i wróciła do Leśnej Góry.
W hotelu Wiki kroiła pizzę, którą właśnie przyniósł dostawca, ukroiła dwa kawałki i poszła do pokoju w którym siedziała Blanka.
-Mogę wejść? - zapytała uchylając drzwi.
Blanka nic nie odpowiedziała więc weszła i usiadła obok córki.
-Przyniosłam
ci trochę pizzy. - powiedziała kładąc talerz na stole - Przepraszam za
to, że na ciebie nakrzyczałam. Przemyślałam to wszystko i pomyślałam, że
może ta dziewczyna wcale nie jest taka jak mi się wydaje. Czasami
dzieci nie chcą mówić o sobie, bo mają problemy w domu, nie chcą aby coś
wyszło na jaw, boją się. Może w jej rodzinie dzieje się coś niedobrego i
dlatego do ciebie zagadała.
-Idę się przejść. - powiedziała w końcu Blanka wstając.
-O tej porze? - zapytała Wiki zdziwiona - A pizza?
-Nie jestem już głodna. - odrzekła i poszła.
Blanka wyszła z hotelu, a idąc pod szpital natknęła się na Marię.
-A ty jeszcze tu jesteś? - zdziwiła się na widok koleżanki.
-Nie siedziałam tu cały czas. - zaśmiała się Maria - Pojechałam po swój bagaż.
Dopiero teraz Blanka zauważyła, że Maria ma przy sobie dużą, czarną torbę na kółkach.
-Rodzice nie martwią się o ciebie?
-Wiedzą, że tu jestem.
-Aha.
-Wiesz co?
-Co?
-Nie mam gdzie spać. Mogłabym się przespać u ciebie?
-Ja już nie rozumiem. Najpierw mówisz, że rodzice wiedzą, że tu jesteś, a potem gadasz o braku noclegu. To ty domu nie masz?
-Mam.
- Maria zaśmiała się - Tylko moi rodzice są bardzo daleko, no i się
trochę pogubiłam, a powiedziałam, że dam sobie radę. A ja dotrzymuję
słowa.
-Korzystając z uprzejmości nieznajomych?
-Tow szemi tow miszemen tow. - Powiedziała Maria w języku, którego Blanka nie zrozumiała.
-Co?
-Lepsze dobre imię od dobrej oliwy.
-W jakim to było języku?
-To hebrajskie przysłowie. To jak? Idziemy do ciebie czy będziemy tu tak stać całą noc?
-Idziemy, ale tylko będę musiała jeszcze pogadać z mamą, bo nie wiem czy się zgodzi abyś u nas nocowała.
Poszły do hotelu i od razu weszły do pokoju w którym siedziała Wiktoria.
-Już jestem. To moja nowa koleżanka. - przedstawiła Blanka Marię swojej mamie.
-Cześć. Jestem Maria. - przedstawiła się.
-Hej, ja jestem Wiktoria, mama Blanki. Ale jak chcesz to możesz mówić do mnie po prostu Wiki.
-Okej. - Maria zbadała wzrokiem Wiktorię, gdyż sądziła, iż matka Blanki jest starsza.
-Wiki. Możemy chwilę porozmawiać? - zapytała Blanka i obie wyszły i obie wyszły za drzwi.
-Coś się stało? - zaniepokoiła się Wiktoria.
-Nie nic się nie stało. Ale ona mnie prosiła aby mogła tu zanocować.
-Blanka, dobrze wiesz co o niej myślę.
-Później mówiłaś całkiem co innego. - opowiedziała matce to co powiedziała jej Maria.
Wiki zastanowiła się przez chwilę.
-No dobra. - zgodziła się w końcu.
-Dziękuję. - uradowana Blanka rzuciła jej się na szyję i mocno uściskała.
Postanowiono,
że Maria będzie spać w pokoju razem z Blanką na podłodze. Szybko
rozłożyły materace, przebrały się, umyły i jeszcze przed 22.00 smacznie
spały. Wiki zgasiła światło i mimo ciągłej niepewności uśmiechnęła się
zamykając za sobą drzwi. Była szczęśliwa, że jej córka znalazła sobie
przyjaciółkę. Po niedługim czasie również poszła spać, przed snem
usłyszała jeszcze tylko Borysa i Przemka wracających z pracy i zasnęła.
Wczesnym rankiem jak Wiki, Blanka i Maria zjadły już śniadanie Wiktoria
chciała o coś zapytać Marię ale ta tylko podziękowała za nocleg i
śniadanie, zabrała walizkę i wyszła. Wiki chciała iść za nią ale w tej
chwili pojawili się Przemek i Borys, miała zamiar powiedzieć im o
tajemniczej osóbce ale jednak zrezygnowała. Poszła do pracy, wchodząc do
pokoju lekarskiego natknęła się na śpiącą Agatę.
-Agata. - krzyknęła - Agata! - tym razem podniosła głos.
Blond lekarka obudziła się i o mało nie spadła z sofy ze strachu.
-A, to ty. - odetchnęła z ulgą siadając.
-A myślałaś że kto?
-Witek. - odpowiedziała i spojrzała na zegar - Dobra muszę lecieć bo mam dyżur.
-Agata!
- zawołała jeszcze za wychodzącą przyjaciółką - Jesteś na mnie zła czy
co, że wolałaś spać w szpitalu niż w hotelu, bo nocnego dyżuru wiem, że
nie miałaś.
-Miałam trudną pacjentkę do zdiagnozowania, ma nietypowe
objawy i nie wiem co jej jest. Próbowałam dojść do tego co jej jest
wczoraj, no i zasnęłam. - wyjaśniła i poszła.
-Wiki tylko pokręciła głową uśmiechając się, przebrała się i też wyszła.
Była
już 11.00, Hana skończywszy wcześniej dyżur wyszła ze szpitala, gdy
podeszła do samochodu i zobaczyła przy nim Marię stanęła jak wryta.
-Co ty tu robisz? - zapytała ją.
-Miałam wysłać list, że przyjeżdżam ale wolałam zrobić ci niespodziankę. - wyjaśniła dziewczynka.
-Lepiej porozmawiajmy w domu. Dobrze?
Maria kiwnęła głową. Wsiadły do samochodu i odjechały.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz