Nastał wieczór, Maria siedziała w pokoju, włączyła wyłączony telefon, na wyświetlaczu pojawiła się lista nieodebranych połączeń, wszystkie od Blanki, ale nie oddzwoniła, nie miała ochoty z nią rozmawiać. Gdy kilka minut później Hana weszła do pokoju zastała nastolatkę siedzącą na łóżku, smutną. Usiadła obok niej i spojrzała na zdjęcie, które Maria trzymała w rękach.
-To nasze ostatnie wspólne zdjęcie.-wyszeptała Maria.
-Dlaczego ostatnie?-zapytała Hana wyraźnie zaniepokojona.
-Wyjechała.
-No ale możecie...-zaczęła Hana.
-Nie-przerwała jej Maria-Nie możemy. Pół roku temu przeprowadziła się z rodzicami do Gazy. Kilka tygodni temu były naloty na tę strefę. Jeden z pocisków spadł na ich dom. Nikt i nic nie pozostało.
Maria opowiadała to mając zamglone oczy, a Hana słuchała ją uważnie.
-Była moją najlepszą, prawdziwą przyjaciółką.Znałyśmy się od urodzenia. Chodziłyśmy razem do szkoły. -mówiła dalej mając łzy w oczach.
-Wiem, że jest ci ciężko. Ale zastanawiam się tak. Skoro straciłaś przyjaciółkę to dlaczego rodzice pozwolili ci tu przyjechać?
Maria wyjęła z szuflady list i podała go Hanie.
-Od kogo to?-zapytała Hana.
-To list od mamy. Miałam go wysłać ale nie zrobiłam tego.
-Dlaczego?
-Przeczytaj to.
Hana otworzyła to i zaczęła czytać. Po przeczytaniu dłuższą chwilę nic nie mówiła.
-Mama napisała, że tata pojechał na wojnę. Jest to dla ciebie podwójnie trudna sytuacja. Tam byłabyś targana cały czas złymi wspomnieniami, trudniej byłoby ci w takim razie zaliczyć szkołę. Napisała, że przysłała cię tu abym się tobą zaopiekowała do czasu egzaminu, a na egzamin wysłała z powrotem do Izraela. Mama miśli, że tu będzie ci łatwiej, chce abyś znalazła sobie nowych przyjaciół.-Hana powiedziała co przeczytała, a widząc łzy w oczach siostry mocno ją przytuliła.
Nad ranem Hana i Maria miały już nieco lepsze humory.
-Szalon siostro. Zrobiłam ci śniadanie, ja już zjadłam, bo muszę iść do pracy.-powiedziała Hana do wchodzącej Marii.
-Kiedy będziesz?
-Postaram się jak najszybciej, ale nigdy nie wiadomo jak wszystko pójdzie więc pewnie wieczorem.
-Jasne.
Hana spojrzała niepewnie na młodszą siostrę, a następnie na zegar.
-Muszę już lecieć do pracy, bo jest późno. W lodówce jest jedzenie. I bardzo cię proszę, nie wychodź z domu i nie otwieraj nikomu drzwi.
-Nie traktuj mnie jak dziecko.
-Po prostu martwię się, że byś się zgubiła albo coś by ci się stało. Poradzisz sobie?
-Tak. Mam 13 lat. Potrafię o siebie zadbać.
-Wiem.-Hana uśmiechneła się i pocałowała ją w czoło na pożegnanie.
Kiedy zajechała pod szpital była już 8.05. Na korytarzu natknęła się na Marcina.
-Hana już myślałem, że nie przyjdziesz. Coś się stało?
-Nie. A co miałoby się stać?
-Nigdy się nie spóźniałaś.
-Miałam trudny początek dnia.-powiedziała i poszła do swojego gabinetu.
Po spokojnym dniu wróciła do domu.
-Hej, wróciłam.-powiedziała wchodząc do pokoju i widząc uczącą się Marię.- Nie mów mi, że cały dzień spędziłaś z nosem w książkach.
-Nie. Ale nie martw się,nie wychodziłam z domu.
-Zjadłaś już kolację?
-Nie. Postanowiłam poczekać na ciebie abyśmy mogły zjeść razem.
-No to zanim pójdziemy zjeść kolację, mam dla ciebie wiadomość.
Maria spojrzała na nią pytającym wzrokiem.
-Wzięłam sobie dwa dni wolnego i postanowiłam zabrać cię na małą wycieczkę.
-Gdzie? Kiedy?-Maria była wyraźnie zainteresowana.
-Jutro z samego rana wyjeżdżamy.
-Ale gdzie?
-To już niespodzianka.
-Wspaniale, uwielbiam niespodzianki.-uśmiechneła się wesoło i objęła siostrę.
Zaraz po kolacji zaczęły się pakować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz