wtorek, 17 maja 2016

Rozdział 19

Opowiadanie 19
Hana próbowała się wyrwać ale nie mogła. Po chwili przyszedł inny mężczyzna i wstrzyknął jej środek usypiający, a następnie zaciągnęli ją do auta. Kiedy Hana się obudziła odkryła, że znajduje się w obcym mieszkaniu. Natychmiast wstała z podłogi na której leżała i rozejrzała się po pomieszczeniu. Pokój w którym była był dość mały i panował w nim prawie półmrok, ponieważ były tam tylko trzy małe okna tuż pod sufitem przez które przecisnęłoby się jedynie maleńkie dziecko. Ściany były niepomalowane i brudne, a zamiast podłogi była jedynie betonowa, zimna posadzka. W niemal pustym pokoju jedynie w rogu leżał mały, obdarty koc. Podeszła do drzwi i próbowała je otworzyć ale były zamknięte na klucz. Po chwili usłyszała męskie głosy więc przyłożyła ucho do drzwi i zaczęła się przysłuchiwać rozmowie.
-I co z nią zrobimy?-zapytał pierwszy mężczyzna.
-Ty mnie o to pytasz?-wrzasnął wściekle drugi mężczyzna podniesionym głosem.
Hana cofnęła się od drzwi o parę kroków do tyłu ale natychmiast podeszła do nich z powrotem. Po chwili usłyszała kroki. Prawdopodobnie jeden z mężczyzn siedzących w pokoju wstał i z trzaskiem zamknął drzwi. Drzwi były zamknięte, a na dodatek mężczyźni mówili teraz nieco ciszej niż wcześniej. W tym czasie lekarka zastanawiała się nad próbą wydostania się ze wstrętnego miejsca. Jednak na ucieczkę nie było szans, okna były za wysoko i za małe, a w pokoju nie było nic prócz koca. Mężczyźni najpewniej zabrali jej torebkę i telefon, który się w niej znajdował. Tymczasem mężczyźni kontynuowali rozmowę.
-Trzeba było ją odrazu zabić, a nie się z nią cackać.-rzekł drugi mężczyzna siadając-Ciekaw jestem twojego planu wobec tej dziewki.
-Z nią nie jest tak łatwo. Jest silna. Dosłownie jakby się w wojsku wychowała. Chcę się najpierw trochę zabawić jej kosztem, aby opadła z sił. Wtedy będzie z nią łatwiej.
-Rozumiem. Sam nie dałbyś sobie rady.-zaśmiał się pierwszy.
-Tego nie powiedziałem.-sprzeciwił się drugi.
-Zauważyłeś w ogóle, że to żydówka?
-Tak. Wiem, że jest żydówką. Nie musiałem nawet grzebać w jej torebce tak jak ty, by to wiedzieć.
-Będziemy żądać okupu?
-Nie. Po co mi pieniądze? Chciałem ją uprowadzić, aby się jej pozbyć, a nie aby dostać pieniądze.
-Jeśli tak to musisz coś wiedzieć. Nie licz na mnie jak coś pójdzie nie tak.-zakończył dyskusję.
Pare godzin później w szpitalu Przemek skończywszy operację skierował się na oddział ginekologii. Na oddziale spotkał doktora Wójcika.
-Dzień dobry panie doktorze. Widział pan doktor Goldberg?-zapytał chirurg.
-Nie. Właściwie to nawet nie przyszła dzisiaj do pracy. Myślałem, że może coś o tym pan wie.-odpowiedział Wójcik.
-Jak to nie przyszła?-Zapała był zaskoczony. 
-No po prostu nie przyszła. Nawet nic nie przekazała, że jej nie będzie.
Przemek był zdziwiony tym. Natychmiast odszedł i skierował się do gabinetu dyrektora.
-Dzień dobry panie dyrektorze. Można?-zapytał wchodząc.
-Tak, tak, proszę wejść.-odpowiedział Tretter-O co chodzi?
-Chciałem zapytać czy może Hana Goldberg zostawiła jakieś podanie o urlop albo zwolnienie bądź kontaktowała się z panem?
-Nie. Nic nie zostawiła i nie dzwoniła.
Przemek zastanowił się przez chwilę i wyszedł. Idąc korytarzem spotkał Wiktorię.
-W końcu cię znalazłam. Gdzieś ty był?-powiedziała lecz po chwili widząc jego zdenerwowanie zapytała-Coś się stało?
-Właśnie nie wiem jeszcze czy coś się stało.
-To czemu jesteś taki zdenerwowany?
-Hana nie przyszła dziś do pracy.
-Przecież mówiła, że dziś będzie.
-No właśnie. Dlatego się martwię.
-Zadzwoń do niej.
Przemek zaczął przeszukiwać kieszenie i po chwili załamał ręce, a Wiki wyjęła ze swojej kieszeni jego telefon i podała mu go.
-Zostawiłeś go w pokoju lekarskim.-powiedziała.
-Dzięki. Kochana jesteś.-westchnął.
-Masz nieodebraną wiadomość.
Przemek otworzył wiadomość w której pisało.

Od: Hana
Jestem na strzelnicy.

W wiadomości był też podany adres. Wybrał numer siostry i zadzwonił ale nie odbierała.
-Numer nieosiągalny.-powiedział do Wiki po kilku nieudanych próbach niedodzwonienia się-Ta wiadomość była od Hany. Napisała, że jest na strzelnicy. Tylko, że tą wiadomość wysłała o 7.30 czyli ponad pięć godzin temu.
-Myślisz, że coś się stało?-teraz Wiki też zaczęła się niepokoić.
-Tego nie wiem. Jadę na strzelnicę.
-Jadę z tobą.
Poszli do lekarskiego, a zaraz za nimi wszedł Gawryło.
-Wiki. Mam pacjenta z zapaleniem wyrostka. Konieczna jest operacja ale nie mam drugiego chirurga. Mogłabyś mi zaasystować?
Wiki spojrzała pytająco na Przemka. Z jednej strony chciała jechać, a z drugiej miała ochotę asystować.
-Idź. Jak by co to zadzwonię.-powiedział Przemek.
-Dzięki.-powiedziała Wiki i wyszła razem z Piotrem.
Przemek natomiast pojechał motorem na strzelnicę. Po skończonej operacji i dyżurze Wiki zadzwoniła do Przemka.
-Skończyłaś już pracę?-zapytał gdy odebrał.
-Tak. Wiesz już coś?
-Tak. Właśnie wyszedłem. Podobno Hana dzisiaj w ogóle nie była na strzelnicy. Często tu przychodziła więc facet, który tu pracuje dobrze ją pamięta. Co najdziwniejsze, na parkingu stoi jej samochód.
-Co masz zamiar zrobić?
-Mam do ciebie prośbę. W hotelu, w moim pokoju na stole leżą klucze od domu Hany. Weź je i pojedź do jej domu. Ja jeszcze pojadę gdzieś coś sprawdzić i też tam potem przyjadę więc czekaj tam na mnie.
-Dobra.
Wiki szybko się przebrała.
-Gdzie ty się tak spieszysz?-zapytała Agata wchodząc.
-Hana gdzieś zniknęła.-rzuciła pospiesznie Wiki.
Wyszła, poszła do hotelu, zabrała klucze, zamówiła taksówkę i pojechała. Przemek pojechał na cmentarz ale nie spotkał tam siostry więc wsiadł na motor i odjechał. Wiki przyjechała na miejsce, zapłaciła taksówkarzowi, podeszła do drzwi budynku, a ponieważ były zamknięte odkluczyła je i weszła do środka. Zaczęła się rozglądać po mieszkaniu. W kuchni na stole zauważyła kopertę, list i małą kartkę. Zaczęła przeglądać papiery. W kopercie były zdjęcia, list był od Marii, a na małej kartce pisało.

 Miej się na baczności. Mam cię na celowniku.

Nagle usłyszała odgłos motoru i dzwonek do drzwi. Poszła otworzyć. To był Przemek.
-I jak?-zapytał.
-Nie ma jej. Ale chodź, coś ci pokażę.
Poszli razem do kuchni. Wiki pokazała Przemkowi list.
-Atrament na oknach? Telefony? O co tu chodzi?
-Chyba ktoś jej grozi.-powiedziała dając mu małą kartkę.
Przemek przeczytał to co na niej pisało i coraz bardziej się niepokoił.
-Musimy zawiadomić o tym policję.-powiedział.
-Nawet nie mamy dowodów.
-Jak to nie? Mamy dowody. Hana nie przyszła do pracy, zostawiła samochód na parkingu przed strzelnicą, nie odbiera telefonów, dała ci klucze od swojego domu. To nie jest normalne. To wystarczające dowody.
-Nawet jeśli to i tak zaginięcie można zgłosić dopiero po 24 godzinach.
Przemek nic nie powiedział. Oboje wiedzieli, że są bezradni. Pojechali do hotelu. Nie pozostało im nic innego jak tylko czekać, aż nadejdzie następny dzień, by mogli pojechać na posterunek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz