-Zajmij się nią. Ja niedługo wrócę.-powiedział Karol do drugiego mężczyzny i wyszedł.
Wychodząc jeszcze zmierzył ją wzrokiem i spojrzał na nią z szatańskim uśmiechem. Hana stwierdziła, że powinna zacząć się bać ale mimo wszystko starała się jeszcze zachować spokój i opanowanie.
-No to zostaliśmy sami. We dwoje.-rzekł mężczyzna.
-Czego chcesz?-zapytała.
-Radziłbym ci zmienić ton i nastawienie do tego co cię czeka, bo trochę tu posiedzisz.
-Wypuść mnie stąd!-krzyknęła i ruszyła w kierunku drzwi ale ten ją powstrzymał.
Chwycił ją za nadgarstki i przycisnął plecami do ściany. Miał silne ręce więc Hana miała nikłe szanse na wyswobodzenie się.
-Powinniście stać za to wszystko przed sądem.
-Ale jeszcze nikt nas do niego nie posłał.-odpowiedział ironicznie-Gdybyś się nie naraziła Karolowi to byś pewnie tu teraz nie była.
-Bił swoją żonę. Przez niego Ewa o mało nie straciła dziecka.-wykrzyczała mu prosto w twarz.
-Trochę za odważna jesteś.-skwitował.
-Skoro i tak chcecie mnie zabić to dlaczego od razu mnie nie zastrzeliliście?
Te słowa nie były dla lekarki linią obrony. Mężczyzna zezłościł się, nie podobała mu się jej odwaga i ton mowy. Uderzył ją prosto w twarz tak mocno, że upadła ogłuszona na podłogę.
-To by było zbyt proste.-zakończył, wyszedł i zakluczył drzwi.
Tymczasem Karol poszedł do domu. W domu było pusto więc wszedł do środka. Wszedł do swojego pokoju i zaczął szukać czegoś w szufladzie. Nie miał pojęcia, że w pokoju znajduje się włączony dyktafon.
-Zabiję ją.-powiedział do siebie-Nie pozwolę sobie aby jakaś żydowska lekareczka wchodziła mi w drogę.
Wyciągnął z szuflady nóż i sznur. Wyszedł z domu, zakluczył drzwi i odjechał. Jakiś czas później Ewa po powrocie do domu zastała niedomknięte drzwi od pokoju męża. Nacisnęła klamkę i weszła do środka. Chciała za wszelką cenę dowiedzieć się po co Karol tu przyszedł. Na biurku znalazła kartkę z pewnym adresem. Zastanawiała się co to może być za adres. Nagle zauważyła dyktafon, który był cały czas włączony. Przewinęła do tyłu i odsłuchała to co było nagrane. Z nagrania puściły się słowa Karola.
"Zabiję ją.Nie pozwolę sobie aby jakaś żydowska lekareczka wchodziła mi w drogę."
Strasznie się przeraziła jak odsłuchała te słowa. Wiedziała już, że jej mąż chce zabić Hanę. Zadzwoniła do pani ginekolog ale ta oczywiście nie odbierała. Poszła do drugiego pokoju po notes, spisała do niego adres z kartki, wyjęła kasetkę z dyktafonu i schowała notes wraz z kasetką w sypialni do szuflady. Kilka godzin później zostawiła córeczkę u sąsiadki i pojechała na spisany adres. Zadzwoniła do drzwi ale nikogo nie było w domu. Włożyła notes i kasetkę dyktafonu do skrzynki pocztowej, i pojechała do domu. Nie miała pojęcia, że przyglądał się temu wszystkiemu pewien nastoletni chłopak. Był to Teofil, którego jakiś czas temu poznała Maria. Chciał zostać detektywem albo policjantem więc bardzo go interesowały tajemnicze wydarzenia. Podszedł do skrzynki i wyjął to co się w niej znajdowało. W notesie zapisany był zaledwie adres pod którym się aktualnie znajdował ale był ciekaw co zawiera kasetka. Pobiegł do siebie do domu, a ponieważ rodziców jeszcze nie było wyciągnął z biurka dyktafon i odsłuchał przerażające słowa. Na razie postanowił nie mówić rodzicom o dziwnej sytuacji.
Wieczorem w hotelu Wiki opowiedziała Agacie o zniknięciu Hany, a następnego dnia o świcie pojechała razem z Przemkiem na posterunek. Opowiedzieli co zaszło i pokazali dowody, które mieli.
-Te dowody nie wydają się zbyt jasne.-powiedział policjant.
-Jak to nie wydają?-Przemek nie potrafił nad sobą zapanować.
-Przemek!-krzyknęła na niego Wiki.
-Od wczorajszego ranka nie ma nikt z nią kontaktu, nie przyszła do pracy, nie przyszła na strzelnicę. Na dodatek wysłała mi sms-a gdzie jest chociaż dobrze wiedziała, że jestem w pracy.-mówił Przemek.
-Z tego co tu mam wynika, że ktoś rzeczywiście jej groził.-odrzekł aspirant.
-Proszę nam pomóc.-poprosiła Wiktoria.
-Dobrze. Ma pan jakieś zdjęcie siostry?
-Tak, mam.-odpowiedział chirurg.
Przemek wyciągnął z kieszeni kopertę, którą również zabrał z domu siostry, na jednym ze zdjęć była tylko Hana, radosna i uśmiechnięta. Policjant powiedział, że zrobią co w ich mocy. Lekarze podziękowali i wyszli.
Teofil akurat wychodził do szkoły, gdy podbiegło do nich dwóch młodszych chłopców.
-Teofil!-zawołał na niego jeden z nich-Nie uwierzysz co się wczoraj wydarzyło.
-Skoro się wczoraj wydarzyło to dlaczego odrazu nie przyszliście?-zapytał Teofil.
-Nie mogliśmy ciebie znaleźć. Ale słuchaj. Byliśmy się przejść, dość daleko, bo aż do lasu po patyki i blisko lasu zauważyliśmy mały domek. Nagle dwóch mężczyzn, wyciągali z samochodu jakąś kobietę. Chyba ją porwali.-opowiedział.
-Gdzie to było?-zapytał Teofil po uważnym wysłuchaniu całej historii.
-Zaprowadzimy cię.
-Kiedy to się wydarzyło?-zapytał Teofil
-Wczoraj wcześnie rano.
-Nie byliście w szkole. Znowu.
-Ale dzisiaj już idziemy do szkoły.-bronili się.
-Gdybyście nie mieli przy sobie toreb to pewnie bym wam nie uwierzył.-zaśmiał się Teofil.
Zaprowadzili go na miejsce i poszli do szkoły. Teofil ukrył się w krzakach. Wyjął z tornistra aparat i zrobił kilka zdjęć. Następnie zrobił kilka notatek w zeszycie, po czym pojechał na komisariat.
-Co ty tutaj robisz? Nie powinieneś być w szkole?-zapytał policjant syna gdy ten do niego przyszedł.
-Muszę ci coś powiedzieć.
-Zgoda ale potem idziesz prosto do szkoły.
Chłopak opowiedział ojcu co się wydarzyło. Policjant zabrał syna do innego policjanta, który zajmował się tego typu sprawami. Teofil znowu musiał przedstawić całą historię oraz przekazał wszystkie dowody.
-Krótko przed tobą było tu dwoje ludzi, którzy zgłosili właśnie zaginięcie pewnej kobiety. Jeśli to co tu powiedziałeś ma związek z tym zaginięciem to twoje dowody wszystko potwierdzają. Są naprawdę mocne więc dają dodatkowe światło na całą sprawę. Dobrze się spisałeś chłopcze.-pochwalił go na koniec policjant.
Teofil usatysfakcjonowany poszedł do szkoły. Policja natychmiast zabrała się do roboty.
Kilka godzin później w hotelu Przemek ciągle myślał o siostrze. Razem z Wiki siedzieli w kuchni osowiali i smutni, czekając na jakiekolwiek wieści.
-Dlaczego wcześniej nie zauważyłem, że coś jest nie tak? Czemu ona o niczym mi nie mówiła?-pytał sam siebie Przemek.
-Pewnie nie chciała cię martwić.
-Przecież jestem jej bratem.
-Ale jesteście już oboje dorośli. Każdy z was ma swoje życie. Na dodatek przecież przez 30 lat nie miałeś nawet pojęcia o jej istnieniu.
-Jeśli coś jej się stanie...-zaczął Przemek ale nie dokończył.
-Muszę iść do pracy. Mam dyżur na izbie przyjęć, aż do wieczora. Jak będziesz coś wiedział to daj znać.-powiedziała Wiki i poszła do pracy.
W miejscu w którym była trzymana Hana zaczęło się robić nieciekawie.
-Chyba policja tu jedzie.-powiedział Karol wbiegając do domu.
-Jak to?
-Widziałem radiowozy.
-Zabieraj dziewczynę. Uciekamy do lasu.
Karol wbiegł do pokoju. Hana leżała na kocu skulona. Była wycieńczona i głodna, ponieważ od poprzedniego ranka nic nie piła ani nie jadła. Karol podszedł do niej, chwycił za bluzkę i postawił na nogi.
-Słuchaj dziwko. Masz mnie słuchać i nie waż mi się krzyczeć.-wrzeszczał mocno ją potrząsając.
Hana była blada z przerażenia. Całkiem opadła z sił. Była na tyle bezwładna, że Karol bez trudu zaprowadził ją do samochodu.
-Jedź sam. ja się zajmę tymi psami.-powiedział do niego drugi mężczyzna.
Karol od razu odjechał, a mężczyzna zamiast zostać uciekł aby się ukryć.
-Co za naiwniak.-powiedział jeszcze.
Karol pojechał do lasu. Wysadził Hanę, przycisnął ją do drzewa i zaczął ją dusić.
-Już dawno powinienem się był ciebie pozbyć. To wszystko przez ciebie.-krzyczał.
Hana czuła, że brakuje jej powietrza. Kręciło jej się w głowie i szumiało w uszach. Czuła, że powoli traci kontakt z rzeczywistością. Nagle nadjechały radiowozy z których wysiedli policjanci.
-Puść ją!-krzyknął jeden policjant.
Karol puścił Hanę, odwrócił ją plecami do siebie, objął ją ramieniem i przyłożył jej nóż do gardła.
-Jak tylko ktoś się zbliży to ją zabiję.-krzyknął Karol.
Zobaczył, że został otoczony. Rzucił nóż na ziemię i mocno popchnął Hanę. Hana upadła na ziemię uderzając przy tym o kamień. W tej chwili nadjechała taksówka z której wysiadł zawiadomiony Przemek. Hana leżała na ziemi blada i nieprzytomna z rozciętą głową.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz