Karetka przyjechała pod szpital i od razu zabrano kobietę na izbę przyjęć. Na izbie przyjmowała Wiktoria.
-Zemdlała w parku. Jest w ósmym miesiącu ciąży. Ma problemy z oddychaniem i podwyższoną temperaturę. Na szczęście nie ma żadnych złamań.-przekazała dr. Ziemiańska.
-Proszę wezwać ginekologa.-powiedziała doktor Consalida do pielęgniarki po czym zwróciła się do pacjentki-Jak się pani nazywa?
-Justyna Mielewczyk.
-Ile ma pani lat?
-27. Ja nie czuję dziecka!Zróbcie coś!-krzyknęła kobieta.
-Spokojnie, zaraz przyjdzie ginekolog i zrobimy badania.
W tej właśnie chwili na izbę weszła Hana. Wiktoria przekazała jej niezbędne, wszystkie informacje o pacjentce. Doktor Goldberg podeszła do pacjentki i dotknęła brzucha. Niestety nie wyczuła żadnych ruchów.
-Zabieramy natychmiast na USG i przyjmujemy na patologię ciąży.-powiedziała Hana.
Chwilę później już wykonywała badanie. Kiedy Wiki weszła do gabinetu od razu zauważyła, że coś zaniepokoiło Hanę.
-I jak?-zapytała Wiktoria.
-Coś mnie niepokoi.
-Nie żyje?-zapytała przestraszona pacjentka.
-Dziecko żyje ale jest owinięte pępowiną i to wokół szyi. Trzeba jak najszybciej zrobić cesarskie cięcie.
Natychmiast wezwano blok operacyjny i jeszcze tego samego dnia kobieta urodziła zdrową dziewczynkę.Kiedy było już po wszystkim Hana poszła do pacjentki.
-Pani doktor?-zapytała pacjentka-Co z moim dzieckiem?
-Urodziłaś zdrową dziewczynkę.
-No to dlaczego zemdlałam?
-Omdlenie było skutkiem okręcenia dziecka pępowiną.
Hana wyjaśniła pacjentce co i jak.
-Kiedy będę mogła zobaczyć córkę?
-Mała musi przez pewien czas leżeć w inkubatorze, ponieważ urodziła się przedwcześnie ale z małą masą urodzeniową. Jest silna więc da radę. Będziesz mogła ją zobaczyć najprędzej jutro.
-Dziękuję.-rzekła Justyna.
Hana uśmiechneła się.
-Pani doktor.-powiedziała pacjentka jeszcze zanim Hana wyszła.
-Tak?
-Widziała może pani na korytarzu pewną dziewczynę, nie wiem, ok. 13 lat, czarne włosy?
-Nie. A co?
-Ta dziewczyna wraz z inną dziewczynką uratowały mi życie i chciałabym im podziękować.
-Może te nastolatki wolą pozostać anonimowe.-powiedziała Hana z uśmiechem i wyszła.
Wiki skończyła dyżur i poszła do hotelu.
-A ty znowu przy laptopie siedzisz. Oczy sobie zepsujesz. Z kim ty tak ciągle korespondujesz?-Wiki wchodząc do pokoju zastała córkę siedzącą przy laptopie.
-Dopiero weszłam.-broniła się Blanka.
-I ja mam w to uwierzyć?
-A co robiłaś dziś w pracy?
-Co za pytanie! Przyjmowałam pacjentów.
-I przyjmowałaś też pacjentkę, która zemdlała w parku?
-Tak. Chwila. A ty skąd wiesz?
-Byłam dziś w parku. To ja zadzwoniłam po pogotowie.
-Co robiłaś w parku?-Wiktoria była nieco zaskoczona.
-Byłam tam z Marią.-odpowiedziała Blanka spokojnie.
-Z Marią? Odezwała się do ciebie?
-Tak. Zadzwoniła dziś rano.
-Dlaczego nie przyjechała tutaj?
-A bo ja wiem.-wzruszyła ramionami dziewczyna.
-No dobra, nieważne. Powiedziała ci w końcu coś o sobie?-zapytała Wiktoria z nadzieją.
-Niezupełnie.
-Co ma znaczyć, niezupełnie?
-Trochę się dowiedziałam. Tylko, że naprawdę niewiele.
-Ok. Mów co wiesz.
-Więc tak. Maria jest w moim wieku. Zna hebrajski i angielski. Potrafi też trochę łacinę, a także umie fachowo udzielać pierwszej pomocy. I jeszcze...
-Chwila, zaczekaj.-przerwała jej matka-Umie udzielać pierwszej pomocy? Co się stało w parku?
-Jak spacerowałyśmy po parku to w pewnej chwili zemdlała pewna kobieta, a Maria udzieliła jej pierwszej pomocy. Dlatego tak niewiele się o niej dowiedziałam.
-Przecież mogłaś zostać. Nie musiałaś jechać.
-Wolałam jechać. Wierz mi. Wyciąganie od niej jakichkolwiek informacji jest strasznie trudne i trochę niebezpieczne.
-Niebezpieczne? Widzisz? Nie wiadomo kim ona jest. Przyjaźnienie się z nią może okazać się fatalne w skutkach. Lepiej się z nią więcej nie spotykaj.-powiedziała Wiki stanowczo.
-Ale? Nie możesz mi tego zakazać!
-Mogę! I koniec rozmowy!
Wiktoria wyszła z pokoju, a Blanka zrozumiała, że powiedziała o parę słów za dużo. Dziewczynka zamknęła laptop. Dłuższą chwilę myślała o tym wszystkim co się wydarzyło odkąd przyjechała do Polski, o Marii i o tym, że zostanie w Polsce jeszcze zaledwie tydzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz